Józef Walczak – kolejarz z anielskim natchnieniem

Dyrektor Muzeum Zachodniokaszubskiego w Bytowie zaprasza na wernisaż prac, artysty ludowego z Więcborka, Józefa Walczaka. spotkanie odbędzie się 25.05. o godz. 15.00 w sali wystawowej II Domu Zakonnego.

Pan Józef jako mały chłopak marzył o traktorze. W  końcu wystrugał go z drewna, był całkiem duży. Od tego czasu woził nim króliki swego ojca po ogrodzie. Traktor był obiektem zazdrości chłopców z Runowa, w którym mieszkał mały Józef. Ta zabawa z rzeźbą trwała do końca szkoły podstawowej. O koziku i drewnie zapomniał na długie lata. Matura , wojsko, rodzina, praca w Bydgoszczy. Od 1951 roku związany jest z Więcborkiem. To wtedy został dyżurnym ruchu na kolei. Od 1999 roku przebywa na wcześniejszej emeryturze.

O drewnianej zabawce przypomniał sobie o jako czterdziestoparoletni człowiek. Po każdej służbie na kolei miał dwa dni wolnego. Zaczął majsterkować strugał lampy, żyrandole, stołki. Bardzo ważne były zdobienia. Gdy zrobił żonie całą kuchnię przypomniał sobie że lubi rzeźbić. Wziął scyzoryk i tak powstał pierwszy dziad wędrowny z kijem, który do dziś stoi w kuchni. – Z zazdrości patrzyłem jak ludzie dłubią w drewnie i co im z tego wychodzi. Z podziwu dla innych postanowiłem sam spróbować. W telewizji zobaczyłem rzeźbiarza i przypomniałem sobie. Na początku było trudno, nie wychodziło, ale po paru miesiącach było zdecydowanie lepiej. Interesuje mnie rzeźba sakralna malowana, a fachowo polichromowana. Chrystusy Frasobliwe i motywy biblijne – mówi J. Walczak. Artysta rzeźbi bardzo dużo, praktycznie w każdej wolnej chwili.  Pierwszą jego pracownią była kuchnia w domu Państwa  Walczaków, kiedy żona Regina wychodziła do pracy, pan Józef  miał ją do dyspozycji do godziny 15. Obecnie artysta posiada niewielka pracownię w GOK,  w której się zamyka pozostawiając za drzwiami codzienną rzeczywistość.

Od samego początku twórczej kariery artysty dobrym duchem wspierającym go jest żona Regina, rzeźbiącego męża podpatrywała od zawsze. Na dłutach zna się na równi z mężem, bo to ona robiła zakupy w specjalistycznych sklepach  Kiedy Józef zaczął rzeźbić to ona ciągnęła kawały lipowego drewna lub złamany konar nawet przez pól miasta, słysząc po droce współczujące szepty, że z biedy pewnie nie ma czy m palić. Teraz sąsiedzi sami podpowiadają gdzie leży złamana lipa. – Żona, to pierwszy mój recenzent. Czasem kiedy chciałem to rzucić to ona podtrzymywała mnie na duchu. Żona rzeźbi razem ze mną. Zaczęła od  wykonywania detali w moich rzeźbach Razem jeździmy na plenery i jarmarki – opowiada artysta.  Wspólnie wykonali trzy duże rzeźby do „Ołtarza Papieskiego” w Sopocie w 1999 roku, było to według artysty najpoważniejsze jego przedsięwzięcie.

Artysta pracuje głównie w drewnie lipowym, posługuje się nożem i dłutem rzeźbiarskim.  W rzeźbie wyraża się jego indywidualność. Ulubioną tematyką prac pana Józefa jest Biblia,  życie Chrystusa i Matki Boskiej. Tematykę świecką podejmuje tylko na zamówienie. Spod jego dłuta wychodzą też anioły. Anioły to osobny rozdział w twórczości artysty. Ci pośrednicy miedzy Niebem, a Ziemią pokazani są jako stróże chroniący nas przed złem czy trębacze zwiastujący Dobrą Nowinę.  Anioły maja coś z dziecka  z jego niewinności i wiary w zmianę świata na lepsze. Są radosne i uśmiechnięte i jak mówi artysta mają swoje pozytywne uczucia wnosiły do mieszkań, w których przyjdzie im zamieszkać.

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.